niedziela, 28 czerwca 2015

Senny koszmar



                 Czy nawiedzają was koszmary? Czy przychodzą nocą szczerząc kły, by  potem przez dzień, dwa, lub więcej prześladować was i  zatruwać  wam radość życia? Czy rozpamiętujecie kadr po kadrze znaczenie każdego obrazu, każdego słowa, doszukując się ukrytych znaczeń? Przestróg? Wskazówek?
Opiszę, to może się uwolnię...

           Ciemno. Jedynym oświetleniem jest delikatna warstwa śniegu pokrywająca płaskie pustkowie. W oddali zarys bloków mieszkalnych, podobnych do bunkrów, bez jednego radośnie przywołującego światłem okna.
Jestem sama. Boję się. Tak bardzo bym chciała być już w domu. Skąd ja się w ogóle tu wzięłam i dlaczego odległość od domu wcale się nie zmniejsza, przecież idę!!  Nagle słyszę za sobą kroki...Zmieniam lekko kierunek, by kątem oka sprawdzić z kim mam przyjemność...Dostrzegam postać mężczyzny. Czuję, że ogarnia mnie paniczny strach.  Przyspieszam, kroki za mną  też. Zwalniam, kroki też zwalniają, przyspieszam, kroki też... Boże to znaczy, że jestem zwierzyną! Odzyskuję zimną krew: zwalniam-przyspieszam, przyspieszam-zwalniam. Gdy dom jest na tyle blisko, że może mi się udać - zaczynam biec jak szalona. Dopadam okratowanych drzwi... On jest tuż przy mnie... Chwytam metalowy pręt oparty o ścianę i wbijam go w prześladowcę! Ale to nie jest mój prześladowca - to jest wielki, piękny, czarny pies, który pada i patrzy na mnie błagalnie, a resztkami sił próbuje łapą powiększyć otwór w drzwiach. Jego pysk prosi o pomoc! Zaczynam się wahać, lecz nagle głos wewnętrzny krzyczy: nieeee! Wbijam pręt ponownie!

Biegnę długim korytarzem i wpadam na  przyjaciółkę, która wyrasta przede mną ni stąd, ni zowąd. Mówię jej, że wszystkie okna są zamurowane, tylko w jednym jest  poszarpana moskitiera. Wygląda mi to na włamanie do pokoju, do którego nie wolno nikomu wchodzić. Ona z dziwnym uśmieszkiem na twarzy wyciąga klucz i otwiera pokój, a następnie zamyka stwierdzając, że wszystko jest w najlepszym porządku. Coś ty zrobiła, krzyczę na nią i biegnę do swojego mieszkania. Rygluję drzwi i zrzucając wierzchnie odzienie, wskakuję do łóżka, bo trzęsę się z zimna i ze strachu. Wtedy obejmują mnie gorące, czułe ramiona, a ja nie dowierzam, że mogę jeszcze czuć taką słodycz. Nadchodzi ranek.  Czuję zapach skórzanej kurtki. Wstałeś już? - pytam nie  otwierając oczu. Podnoszę głowę... przecież to jest obca twarz... ale nie do końca... kogoś mi  przypomina ... usiłuję sobie przypomnieć... Tężeję w środku... zaczynam się bać... I gdzie ja w ogóle jestem?!

Budzę się przerażona...

piątek, 19 czerwca 2015

Krótko...




- Wiesz, że trochę zmarzłam Guidku, może pobiegamy?
- Nie widzisz, że pozuję!
- Wtedy gdy jest słońce, to uciekasz od obiektywu, a zdjęcia bez dobrego oświetlenia są płaskie i nieciekawe. Zobaczysz Pańcia ich nie opublikuje...


- Zaraz pobiegamy, tylko jeszcze jedna mina...


- Smutna ta twoja nowa mina... chodź się lepiej bawić, tym bardziej, że Cymes nadchodzi.  Ten to zaraz pierś wypnie!


- A nie mówiłam? Myślę, że tylko mnie brakuje do kompletu w tej scenerii...


- O matusiu! Jak ja źle wyszłam! Przecież ja jestem słodka, a tu taka jakaś jędzowata!
- Bo jesteś jędzowata, mruknął Cymes, który znowu zaczął sprawdzać co się dzieje tam, gdzie go nie ma...


I wtedy spoza chmur wyszło słońce... 


Dla mnie słońce zawsze świeci, bo przy mnie są one - moje niezwykłe koty...
I dopowiem słowami Franciszka J. Klimka:

WEŹ KOTA

Jeśli los ci doskwiera boleśnie
i rozwściecza znajoma tępota,
to zrób to, co słyszałeś już wcześniej:
           weź  k o t a.

Jeśli wokół panoszą się wieprze
i rozrasta się zwykła hołota,
to zrób to, co dla ciebie najlepsze:
           weź  k o t a.

Jeśli kryzys ci zdrowie rujnuje,
lub zawiodła cię bliska istota,
to zrób to, co niewiele kosztuje:
           weź  k o t a.

Jeśli zbyt ci samotność dokuczy,
a twe serce w rozterkach się miota,
to znajdź coś, co ci miłość wymruczy
            weź  k o t a.

       *******************

            A gdy weźmiesz
            i po jakimś czasie
powiesz, że nic ci nie dało kocisko,
             wtedy odpowiem,
          że w tej ludzkiej masie
            na drabinie ewolucji
          jesteś trochę za nisko.


wtorek, 9 czerwca 2015

Zachęcam do przeczytania...



     Okazuje się, że jestem niecierpliwa i muszę się podzielić z Wami wcześniej tym co czytam, mając nadzieję, że nie ominiecie tych pozycji, z których jedna jest zbiorem reportaży historycznych, zaś druga opasłą pracą naukową.

Jedna i druga jest wspaniałą literaturą faktu, którą się czyta miejscami jak horror, miejscami jak sensację, a miejscami jak political fiction. Jedna i druga są ze sobą nierozerwalnie związane.
Gdy czytam ,,1945. Wojna i pokój",często posiłkuję się książką Marcina Zaremby ,,Wielka Trwoga. Polska 1944-1947", by rozszerzyć panoramę zdarzeń, lub poszukać szerszej interpretacji zjawisk społecznych.
Dla Magdaleny Grzebałkowskiej ,,Wielka Trwoga" też była drogowskazem i podporą.

Wspomnienia wojenne zwykle kończą się w maju 1945 r. Koniec wojny, powszechna radość. Ale czy na pewno? I czy na pewno oznacza to  powrót do normalnego życia? Czy raczej wojna trwa nadal, zmieniając jedynie swoje oblicze?

Magdalena Grzebałkowska napisała fascynującą książkę, która wypełniła wielką lukę, jaką historycznie był rok 1945. Ruszyła w podróż tropem starych reportaży, wspomnień i pamiętników z tamtego okresu, pragnąc odnaleźć  uczestników tamtych wydarzeń - by ich ustami dać świadectwo tamtych dni.
Podążając za nią, straciłam nagle dystans i również stałam się  uczestniczką tamtego czasu. Czasu ucieczki 450 tysięcy Niemców  z Prus Wschodnich - przez zamarznięty Zalew Wiślany - pędzonych strachem przed wkraczającą Armią Czerwoną. Czasu dramatycznych przesiedleń ludności polskiej ze wschodu na zachód, z Kresów Wschodnich na Ziemie Odzyskane.  Czasu strasznego, pełnego chaosu, niepewności, eksplozji szabru, gwałtów, pogromów. Czasu nieprawdopodobnie nieludzkiego 1945 roku. Ale również czasu euforii, nadziei, wyjątkowo intensywnego życia i niestety rozczarowań. 

Grzebałkowska podarowała nam książkę o bezmiarze ludzkiego cierpienia i jego uniwersalnym wymiarze, bez względu na narodowość. O eskalacji agresji i przemocy. O traumie, niepewności i trwodze. O losach ocalałych żydowskich dzieci.
O sadystycznych zachowaniach komendanta obozu dla Niemców w Łambinowicach. O Warszawie i Wrocławiu, i o życiu wśród ruin gdzie roiło się od min i niewypałów. O życiu w smrodzie i brudzie. O ekshumacjach i strachu przed wybuchem epidemii duru plamistego i czerwonki. O palonych bieszczadzkich wsiach i Sanoku. O nienawiści Ukraińców do  Polaków i Polaków do Ukraińców.
A oto co mówi sama autorka: - ,,Ukraińcy z którymi rozmawiałam żyją nadal krzywdami doznanymi od Polaków, Polacy nie mogą zapomnieć okrucieństwa, z jakim traktowali ich Ukraińcy. Komu więc przyznać rację? Kto bardziej ucierpiał? Czy da się zważyć ciężąr krzywd? Postanowiłam, że oddam głos moim rozmówcom. Jeśli ktoś czuje się na siłach, niech waży ich racje. Ja nie mam siły i odwagi."
Dwanaście miesięcy - dwanaście opowieści.

Już dawno nie towarzyszyło mi tyle emocji przy czytaniu. Może dlatego, że sytuacja polityczna w kraju i na świecie jest taka a nie inna i mając za plecami właśnie to tło - zanurzam się w strachu, w strachu o przyszłość, w strachu by przeszłość nie wróciła, bo przeszłość, jak uczy historia, wraca i w dodatku w gorszym wydaniu...



sobota, 23 maja 2015

Poranne spięcie... Reaktywacja...





Nie wiem, czy to słońce i uroda kwiatów sprawiły, że Hikari w swojej samotni, wyraźnie nad czymś intensywnie myślała. Czyżby wyrzuty sumienia, że jest zbyt popędliwa i gdyby chociaż doliczyła do pięciu, to nie doszłoby ostatnio do łapoczynów?


Postanowiła iść do domu, by coś przekąsić. Nie można powiedzieć, żeby miała ostatnio jakiś specjalny  apetyt, ale doświadczała zawsze cudu serka Almette.  Słysząc jednak cichutkie, proszące miauuu,  zatrzymała się..


Obiekt jej rozmyślań stał przed nią pełen pokory i z błyskiem miłości w oczach.


- Jesteś cudowna moja  Mała - szepnął trącając ją noskiem.


- Uwielbiam jak tak do mnie mówisz. Czuję się wtedy jak... jak bym była kocim wcieleniem Ingrid Bergman...
-  A ja wcieleniem Humphrey'a Bogart'a
- I kochamy się jak Rick i Ilsa w ,,Casablance"
- Mogę cię pocałować w czoło Maleńka?


- Jak dzieci, jak dzieci!  No i nie pierwszy i nie ostatni raz poszedłem w odstawkę, ale z doświadczenia wiem, że to nie potrwa długo; wówczas znowu usłyszę: - ,,Guido ratuj mnie przed tym potworem!" A ja znowu będę jak Zorro, spowiednik i największa miłość w jednym...


A dzisiaj padało i padało....

środa, 20 maja 2015

Poranne spięcie...



- Ostrzegam cię Cymes, że mogę ci zaraz przyłożyć, jak nie przestaniesz mnie denerwować!
Przyczepiłeś się do mnie od rana jak rzep do psiego ogona!


- A kto na mnie fuka, jak tylko się zbliżam? I nie zapominaj moja droga, że ja mam silniejsze pazury!


- A ja jestem zdecydowanie szybsza i bardziej zdeterminowana!


- No i co? Mam dołożyć jeszcze prawym prostym?!


- Muszę ochłonąć i przemyśleć to...


- Nic na to nie poradzę, że wkurza mnie  ta mądralińska! A tak ją kiedyś kochałem... A ona tylko Guido i Guido! A ja? Przecież jestem najpiękniejszy i najmądrzejszy!
Pani mówi, że łączy nas toksyczna miłość... eh, i pewnie ma rację.

środa, 13 maja 2015

Czasami i tak bywa...




    Jeszcze mam opadłą szczękę. Siedzę na tarasie z kawą... drugą zresztą... i kajetem zadań na najbliższe dni.
Koty rozrzucone gdzieś po ogródku, odpoczywają.  Nagle, wszystkie porzucają swoje miejscówki, łączą się na środku ogródka w gęsi szyk i wolniutko, równiutko wchodzą na schody, przemierzają taras i wchodzą do salonu... Ja wstrzymuję oddech, aby nie zakłócić niczym, tego majestatycznego  pochodu. Taki widok zdarza się raz!
Dużo bym dała, żeby poznać tajemnicę tej decyzji... No i ta kultura!
Ha! I ta obojętność! Nie obdarowały mnie bestie nawet jednym spojrzeniem!

    Tak napisałam wczoraj, bezpośrednio po tym historycznym dla mojego domu wydarzeniu.
Następnie wrzuciłam tę notkę na moje ulubione forum na Bri-Misiowie, żeby podzielić się i poszukać wspólnie odpowiedzi na pytanie: dlaczego moje koty solidarnie opuściły ogródek, mimo pięknej pogody? I co? Odpowiedzi były podobne. Ano zmówiły się na bank i w dodatku odcięły mi łączność telepatyczną, pozostając wyłącznie w zasięgu między sobą, a co za tym idzie - odbierając mi możliwość rozumienia i zrozumienia czegokolwiek! Dlaczego?!
Potem było tylko gorzej.
Kiedy skosiłam trawę i wypieliłam trawnik z chwastów znanych mi i nieznanych, a upierdliwie płożących się, oraz zdarłam resztki sfilcowanej darni, która jeszcze straszyła miejscami  - doszłam do wniosku, że jak nie położę się natychmiast na podłodze, to mój kręgosłup już nigdy nie wróci do pionu, a ja mogę zamówić sobie cztery klepki i hajda w szczęśliwe rejony! Tak też uczyniłam. Potem zamieniłam podłogę na kanapę i wzięłam książkę do ręki, zamiast środka przeciwbólowego - czasami działa! W chwilę potem Hikari była przy mnie. Zawsze, ale to zawsze  przybiega do mnie,gdy usłyszy, że moszczę sobie poduszki i otwieram książkę.
Nie ułożyła się jednak na końcu kanapy, gdzie było wystarczająco dużo miejsca, o nie! Zaczęła się pakować między mnie, a oparcie! Co za jędza! Pozbawia mnie komfortu wypoczynku! Muszę się przesunąć, ale żeby nie spaść, zginam prawą nogę, a lewą opieram na prawym kolanie, żeby utrzymać równowagę.  Hikari już prawie usypiała, ale widać poczuła, że coś nad nią wisi. Obejrzała dokładnie moją stopę, potem wstała, odwróciła się do mnie -bo leżała tyłkiem- i wyśpiewała przeciągłe, potrójne miauuuuu, miauuuuu, miauuuuu! Zabrzmiało to jak... hm, myślę, że tak do końca to cenzuralne nie było! 
- O rany, co tak się pieklisz - powiedziałam, zmieniając pozycję. Dla niej to jednak było za mało. 
Stwierdziła zapewne, że wygodniej jej będzie na mnie i w chwilę potem, zwaliła się na mój brzuch. Jęknęłam! Siedem kilo żywej wagi! Ooo, co to to nie! Zaczęłam więc klepać w poduszki leżące obok mnie, dając jej tym samym do zrozumienia, że ma się przenieść. Pojęła natychmiast, ale zamiast przenieść się grzecznie, to zaczęła się wiercić: wchodziła  i schodziła z mojego brzucha, patrzyła mi w oczy, miauczała, pomrukiwała, przeszkadzała w czytaniu. Ja, żeby skrócić te jej wygibasy i popisy wokalne, rozejrzałam się przytomniej dookoła i pytam : -  ale o co chodzi Hika? Kładź się grzecznie jak zwykle i nie przeszkadzaj mi, co z tobą? A ona na mój brzuch... i do poduszek...i z powrotem. Patrzę... poduszki leżą tak raczej pionowo... to małpa, myślę...przesuwam poduszki w dół, oklepuję i  pytam: - o to ci chodzi?  Małpiszon pakuje się na poduchy cały szczęśliwy, okręca się trzy razy w prawo, trzy w lewo i przyjmując wreszcie pozę gwiazdy filmowej zaczyna lizać łapę i patrzeć na mnie oczami, które wyrażają daleko idące ubolewanie i oczywistą wątpliwość co do stanu mojego umysłu...

No cóż, służba nie drużba... trzeba było przyjąć pod dach trzy psy, wtedy ja byłabym panią, a one by służyły!!!!


poniedziałek, 4 maja 2015

Koty polecają...



    ,,Świat jest piekłem! Jakie znaczenie ma to, co się w nim dzieje? Jest tak urządzony, że jedno cierpienie pociąga za sobą drugie. Od kiedy istnieje Ziemia, zachodzi na niej reakcja łańcuchowa cierpienia i strachu. Ale może gdzie indziej wcale nie jest lepiej, na odległych planetach, gwiazdach i drogach mlecznych... Kto wie? Człowiek jest ukoronowaniem całej brzydoty naszego wszechświata i tych wszechświatów nieznanych. Ludzie, oni są tacy... Są źli, podli podstępni, samolubni, żądni krwi, złośliwi, niewierni, obłudni, zawistni - i tak, są przede wszystkim beznadziejnie głupi!

Ludzie, no cóż, tacy są ludzie. Ale co z INNYMI?"



Głównym bohaterem tych książek jest Francis - kot detektyw, a przedmiotem prowadzonych przez niego śledztw, są mordy dokonywane na jego pobratymcach.

Gdy zaczynamy czytać, to już po kilku stronach zapominamy, że Francis jest kotem... Zaraz, właściwie, to zapominamy, że należymy do rasy ludzkiej, wtapiając się w kocią społeczność, a kiedy sobie przypominamy, to paraliżuje nas wstyd, niesmak i rozpacz! 

Książki są niezwykłe! Napisane błyskotliwym językiem, są również skarbnicą wiedzy, albowiem Francis jest kotem bardzo inteligentnym, dowcipnym, sarkastycznym i filozofującym. Posiada ogromną wiedzę nie tylko z dziedziny psychologii i kryminalistyki, ale również architektury, sztuki... ach, on wie o wszystkim, i  posiadł rzecz najważniejszą, tak zwaną mądrość życiową!
Słowa krytyki pod adresem ludzi, potrafią rozśmieszyć do łez, ale niestety, częściej niosą przerażenie...

Hikari zwróciła mi uwagę, że prowadzenie bloga, którego głównym tematem jest życie  kotów i nienapisanie ani słóweńka o tych książkach, które są skarbnicą wiedzy o kotach...i ludziach, wiedzy wplecionej w treść, ale również zawartej w Przypisach - to zwyczajny brak konsekwencji.

- ,,Felidae"- 1995 rok Świat Książki
- ,,Francis Felidae II"- 1996 rok Świat Kiążki
- ,,Salve Roma" - 2007 rok Sic!
- ,,Pojedynek" - 2008 rok Sic!

Dwie ostatnie pozycje można jeszcze kupić, ale z dwiema pierwszymi są podobno kłopoty.

Jeszcze jedna uwaga: to nie są książki dla dzieci! Autor porusza w nich  bardzo ważne i poważne tematy. Jest  też wiele drastycznych opisów.

Akif Pirincci jest laureatem bardzo wielu nagród. Jego książki osiągnęły milionowe nakłady i zostały przetłumaczone na dwadzieścia języków, a ja nie wiem dlaczego nie przetłumaczono na język polski pozostałych dwu części z tego cyklu...?

Ja i moje stado, polecamy te książki, które autor -

,, Kotom poświęcił - obojętne, czy są zwierzętami, czy ludźmi"



wtorek, 28 kwietnia 2015

Otwarcie sezonu...



    Ostatni weekend zachwycił słońcem i wysoką temperaturą; zieleń eksplodowała.
Nareszcie - pomyślałam. Całą zimę czekałam na taki właśnie poranek. Spokój, cisza - miasto śpi, ptaszki śpiewają, kawa rogalik i koty, które ominąwszy kuchnię, wypadły na taras.
Cymes po szybkim obchodzie ogródka, wbiegł do domu i wyszedł za chwilę, niosąc w pyszczku zmaltretowaną do granic wytrzymałości ukochaną mysz.
- Oho! Otwiera sezon - pomyślałam.
Gdy znowu zniknął w domu, ja wyrzuciłam do ogródka tunel.


Cymes wyszedł ze szczurem w pyszczku i krokiem majestatycznym ruszył w kierunku tunelu.
Po wykonaniu kilku układów choreograficznych - zawiesił się na jakiś czas, popadając w błogostan...


Znowu skierował się do domu, by po chwili  wyjść ze swoją ukochaną piłką...



Potem przyniósł kolejnego szczura...


Wreszcie Hikari wyszła ze swojej samotni, by dołączyć do zabawy, a ja bałam się, że dojdzie do bójki...



Gdy odeszła, Cymes policzył swoje zabawki - bo z nią nigdy nic nie wiadomo...i znowu pobiegł do domu...


Przywlókł cztery szczury na jednym ogonie i wyraźnie zmęczony odszedł, a Hika zastanawiała się: tunel, czy szczurki?


Wybrała tunel, a szczurkami zajął się zachwycony Guido...




Tymczasem Cymesik odpoczywał, podpatrując od czasu do czasu co robi Guido i Hikari. Podejrzewam, że czuł się absolutnie niezbędny w tym stadzie.... Bo kto potrafi tak wszystko zorganizować, wszystkiego dopilnować i o wszystko zadbać? No kto?!



wtorek, 21 kwietnia 2015

Na majowe weekendy




          Woody Allen powiedział, że świat stoi na rozdrożu: jedna droga prowadzi do samounicestwienia, druga do katastrofy. Módlmy się za dobry wybór.


No tak! Uwielbiam jego czarny humor... ale  modlę się raczej, żeby Woody nie okazał się prorokiem mimo woli. Jedno jest pewne -  świat dysponuje w tej chwili takim arsenałem zagrożeń, że jest w czym wybierać i jak się dobrze zastanowić to są to wyłącznie zagrożenia prowadzące właśnie do katastrofy, lub samounicestwienia.  Zanim to jednak nastąpi, podarujmy sobie trochę radości w postaci przeczytania dwóch zbiorów opowiadań - dla złapania dystansu, dla odzipki, dla pobudzenia wyobraźni, dla powielenia neuronów w mózgu i stworzenia między nimi nowych połączeń, oraz dla zwyczajnej ludzkiej przyjemności.

Pomyślałam sobie, że jako pierwsze, na dziesięć dni przed majem -  miesiącem miłości, zaprezentuję "Zachcianki", zawierające dziesięć opowiadań, prowokujących opowiadań, bezpruderyjnych i odważnych opowiadań, nie jestem pewna jedynie czy ...zmysłowych opowiadań??

Autorzy - zdecydowanie zaskakują.
Oto oni:


Zaskakują - to mało powiedziane. Autorzy objawiają się nam w zupełnie innej odsłonie i innych możliwościach literackich. Zdarza się, że spodziewając się rozbuchanego erotyzmu, pływamy w spokojnych i subtelnych wodach lekkiego niepokoju, lub pławimy się  się w rozbujanej wyobraźni, która oferuje rewolucyjne rozwiązania, prowadzące do uzdrowienia naszej cywilizacji z obłędu fascynacji zboczeniami, mordem, gwałtem i tym wszystkim co znajduje się w jurysdykcji Czarnego Anioła Zła.
Niewątpliwie interesujące opowiadania, które się czyta się z mniejszą lub większą  przyjemnością - jedynie Dukaj może  zmęczyć...nieco...
Nie wiem dlaczego nie zaproszono Anny Janko. Myślę, że wówczas znalazłoby się jedno prawdziwie zmysłowe opowiadanie.
No więc dlaczego, mimo wszystko, polecam ten zbiór?  Pewnie dlatego, że intryguje, jest pełen kontrastów i daje nadzieję na więcej odwagi w polskiej prozie.


Następnym proponowanym zbiorem jest, wydany w 1995 roku, tom najlepszych opowiadań publikowanych w Playboyu na przestrzeni czterdziestu lat .


Oto prawdziwy rarytas! Zdjęłam z półki, bo czas na odświeżenie niektórych pereł.  Jak widzicie, są tu nazwiska, które lśnią diamentami na niebie literatury światowej i to wystarczy, żeby błagać na kolanach: przeczytajcie te opowiadania!!!


Zachwyty czas zacząć, maj niedługo rusza!

Ja zaczynam od schadzki z Haruki Murakamim i jego znakomitym opowiadaniem: "Drugi atak na piekarnię"

Miłego czytania!


niedziela, 19 kwietnia 2015

Kocia strategia




     Hikari wciśnięta między dwie donice,cierpliwie obserwowała muchę, która bezczelnie i prowokacyjnie kręciła się w pobliżu jej nosa. Nieee...pomyślałam, musi być już lekko uszkodzona, inaczej dawno by odleciała.

Mucha najwyraźniej wiedziała o czym myślę, bo zerwała się... ale nie, nie odfrunęła za daleko.
Zaczęła znowu kręcić się w kółko, blisko Hiki, która uznała pewnie, że przystawka jest za chuda i nie warto w ogóle sobie nią głowy zawracać.

Bezczelna mucha, chyba znowu odebrała nasze myśli, bo zaczęła się zbliżać do kotki, pragnąc pewnie udowodnić, że jest piękna, ponętna, tłuściutka, a tym samym niezwykle seksowna i apetyczna. A jakie IQ !!  I  jaka odwaga !!

    Po skonsumowaniu muchy, Hikari długo piła wodę, z niesmakiem myśląc o żylastej przystawce...
Latem - to dopiero będą muchy!!!!

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Tośkanietośka...





Historia, którą opiszę wydarzyła się wiosną, ubiegłego roku. Niektórzy ją znają, więc mogą mieć wrażenie deja vu...

    Podlewałam kwiaty na ganku. Nagle przez płot przeskoczył kotek, podbiegł do mnie i zaczął owijać się wokół nóg, haftując przestrzeń  radosnymi wzorami i patrząc mi głęboko w oczy.
Kiciunia, jaka ty jesteś śliczna!  Jajek nie widzę, więc dziewczynka, tak na oko - 8 miesięcy?
Jaka delikatna i pięknie pręgowana jak moja śp. Tiga... i jaka chudziutka! Zaraz ci przyniosę jedzonko ...poczekaj chwilkę. Naszykowałam pół puszeczki kurczaka z tuńczykiem i  troszkę suchej, martwiąc się, że nie jest odpowiednia dla wieku...ale nic to, kupię jej !
Matko, co ty wyprawiasz - myślałam jednocześnie -  nie możesz jej wziąć do domu!!
Może znajdę jej dom... jutro zacznę dzwonić...ona ma tyle wdzięku! Jest taka śliczna i taka kochana!
Z przyjemnością patrzyłam, jak wcina z apetytem, wylizując miseczkę do ostatniego chrupka i ostatniego kawałeczka mięska. Przyniosłam jej jeszcze wodę i odrobinę mleczka... wybrała mleczko.
Najedzona i wyraźnie szczęśliwa, zaczęła się myć.  Z bólem zamknęłam drzwi. Obserwowałam ją jeszcze przez szybkę w drzwiach, jak się myje i w chwilę potem z ulgą odetchnęłam, gdy jednym susem przeskoczyła furtkę i popędziła chodnikiem za jakimś kotem.

Codziennie o godzinie 20. wychodziłam z miseczką, a z drugiej strony pędziła ona - moja Tośka!

Pewnego dnia wracałam trochę późno do domu, martwiąc się, że moje skarby tęsknią, a Tośka głodna. Gdy wysiadłam z samochodu, siedziała na słupku, gdy podeszłam, miźnęła moją głowę i popędziła na ganek. Chciała koniecznie wejść ze mną do domu...nagle zmieniła postawę: urosła i napuszyła ogon... W drzwiach stali Cymes i Guido, wyczesani na irokeza, z napuszonymi ogonami i położonymi uszami szykując się do ataku!  Tylko Hikari stała za nimi spokojnie, leciutko i wdzięcznie nastroszona, uszy normalne, oczka wielkie - wyglądała uwodzicielsko...
No to masz, co chciałaś -pomyślałam.

Tośka zaczęła przychodzić  na dwa posiłki. Była jednak ostrożniejsza i czujna, ale w stosunku do mnie coraz bardziej przymilna. Robiła ze mną porządki w ogródku przed domem, biegając za szczotką i pomagając usuwać przekwitłe kwiaty i zażółcone liście.

Pewnego popołudnia odprowadzałam znajomą do płotu. Nagle furtkę jednym susem przeskoczyła Tośka, więc ją przedstawiłam: oto moja nowa przyjaciółka Tosia, jak widzisz  jest piękna i taka słodka,że brak mi słów!
W tym momencie, drzwi sąsiedniego domu się otworzyły i rozbawiony sąsiad obwieścił : to jest ON! FELEK ! Właśnie go wykastrowałem!!
Opanował nas nagły i gwałtowny śmiech! O biedne nasze przepony!

O godzinie 20. Felek jak zwykle przyszedł na kolację i jak zwykle wyznawał mi miłość.
Jak dobrze,że nie znalazłam mu domu....
Karmę kupiłam...odpowiednią dla wieku...

    Niedługo potem sąsiad sprzedał dom i wyprowadził się jedno skrzyżowanie dalej. Felek odwiedzał mnie jeszcze przez jakiś czas.
Dzisiaj spotkałam sąsiada i pytam: co słychać u Felka, czy nie tęskni  czasem? - Myślę, że już nie - odpowiedział - ale długo to trwało! Zaraz po otwarciu drzwi, zawsze pędził w kierunku pani domu. A jak nie chcieliśmy go wypuścić, to demolował nam dom! W sukurs przyszła zima i efekt kastracji. Wtedy nastał spokój!
Kochany Felek...

No cóż, a w moim sercu, otwartym dla wszystkich kotów świata, zagnieździła się teraz czarna, słodka Jaśka... tylko, że ona nikogo nie ma. Ona ma tylko mnie...




wtorek, 7 kwietnia 2015

Cierpienia Cymeska...





             Żal było patrzeć na Cymeska, gdy tak siedział pełen rezygnacji i zadumy nad rozpościerającym się za oknem widokiem, pełnym olbrzymich, lepkich i poruszających się z wielką szybkością płatków... raczej płatów śniegu.


No cóż... wiosna postanowiła iść pieszo i z wielką złośliwą radością zapewne myślała sobie: a niech potęsknią za mną! Niech się zastanowią dlaczego nie mam ochoty w ogóle do nich przyjść! A tymczasem pozwolę sobie na fochy! Fochy deszczowe! Fochy gradowe! Fochy śniegowe i wichury!

Dzisiaj pierwszym symptomem łaskawości wiosny był ranek słoneczny i ciepły. Wyszliśmy do ogródka. Z radością zauważyłam, że pączki tawuły i forsycji zaczęły pękać.


No tak, tylko,że w zeszłym roku forsycja o tej samej porze wyglądała tak!



Tawuła pięknie się złociła...


A wokół też było biało, tylko przyczyna była zupełnie inna...



Hikari była szczęśliwa, a trawa zielona i w dużo lepszym stanie.



Cymesik zaś - pełen radosnej inicjatywy...


Dzisiaj też był szczęśliwy, tyle, że bardziej posągowo...


A potem zlał się ze środowiskiem... ale długo nie wytrzymał, ziemia jeszcze bardzo zimna.


Hikari nasłuchiwała, czy wiosna przyspiesza kroku, ale stwierdziła, że nie... i wróciła do domu.



Guido po zdobyciu kamiennego szczytu, usadowił się na słoneczku , na kilkanaście minut, i też długo nie wytrzymał. Pobiegał trochę by się rozgrzać i wrócił do domu.



Wiosno, nie daj się prosić, przyspieszaj, przyspieszaj, a spotka cię niespodzianka!
Jaka?
MRUCZENIE SZCZĘŚLIWEGO KOTA!!